
Read More
O brzytwie Ockhama napisałem gdzie indziej. Zasada ta nakazuje odrzucić wszystkie możliwe rozwiązania jakiegoś problemu z wyjątkiem najprostszego. Stosujemy ją bardzo często, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Starożytni Grecy na przykład sądzili, że pioruny to broń wykuta przez Hefajstosa, a ciska je w ludzi ojciec bogów - Zeus. Takie wyjaśnienie było najprostsze, gdy nie wiedziano prawie nic o elektryczności. Dziś nie musimy odwoływać się do bogów i cudów, poznaliśmy bowiem zjawisko iskry elektrycznej. Rozumiemy świat już całkiem dobrze, potrafimy interpretować zjawiska znane nam z życia codziennego bez odwoływania się do magii, czarów czy cudów. Postęp nauki to nic innego jak wypychanie bogów z codzienności na wyżyny coraz bardziej abstrakcyjnych i niepoznawalnych niebios. Aż tu nagle niejaki pan Däniken sprowadza bogów z powrotem na Ziemię, to znaczy twierdzi, że bardzo wielu zagadek historii nie da się zrozumieć bez udziału mocy pozaziemskich, w tym wypadku kosmitów (którzy dali początek wyobrażeniom o bogach u starożytnych ludzi). Trochę wygląda to jak cała wstecz, no nie? A więc przez wieki całe staraliśmy się zrozumieć świat bez odwoływania się do bóstw, a gdy nam się to (prawie) udało, pan Däniken kwestionuje nasze dokonania i wraca do starożytnych wizji świata.
JomonStatueWłaśnie zasada brzytwy Ockhama, która każe szukać rozwiązań najprostszych, jakoś dziwnie mnie powstrzymuje przed daniem wiary Dänikenowi i jemu podobnym. W to, że Starożytni widywali kosmitów i ich statki mogę jeszcze uwierzyć, ale żeby kosmici manipulowali historią ludzkości jak lewarkami w swoich kosmolotach - w to niestety jakoś uwierzyć mi bardzo trudno.
Zdaniem Dänikena i jego naśladowców, astroarcheologów, na Ziemię przybyli bogowie i dokonali manipulacji genetycznych w ciałach naszych przodków. Jak pisze Däniken w swojej książce "Wspomnienia z przyszłości", przed 8 tysiącami lat kosmici nauczyli półdzikich ludzi najprostszych form życia cywilizacyjnego i kilku pojęć moralnych. Zapłodnili też kilka kobiet, dając początek nowej rasie, która pominęła część naturalnej ewolucji. Może i komuś podoba się taka urocza wizja, nie jest ona jednak zbytnio zgodna z ustaleniami współczesnej nauki.
Aby ostatecznie przekonać niedowiarków dodam, że różnice między szympansem a człowiekiem mają często charakter ilościowy, a nie jakościowy. Na przykład nieprawdą jest, że człowiek umie myśleć, a szympans nie, że tylko człowiek ma świadomość istnienia, że tylko człowiek potrafi żartować i kłamać. Przekonano się o tym po serii pomysłowych eksperymentów z szympansem, którego nauczono języka migowego.
Obliczono też, że ostatni wspólny przodek goryla, szympansa i człowieka żył jakieś 7 milionów lat temu, zaś protoplasta szympansa i człowieka około 5 milionów lat temu. Niedawno odkryto kości istoty, którą zaliczono do rodzaju Australopithecus. Australopitek ten żył ponad 4 miliony lat temu. Choć był bezpośrednim przodkiem człowieka, miał jeszcze sporo cech szympansich. Po nim Ziemię zamieszkiwały inne formy przedludzkie. Wiemy na przykład, że chodziły one w postawie wyprostowanej, choć wyglądały jeszcze zupełnie jak małpiszony. Jakieś 2 miliony lat temu pojawił się w Afryce Człowiek Zręczny, Homo habilis, który według mnie wyglądał dokładnie jak australopiteki, ustalono jednak, że wytwarzał już najprostsze kamienne narzędzia - pięściaki. Po nim milion lat temu pojawił się Człowiek Wyprostowany, Homo erectus, czyli pitekantrop. Jego mózg miał wielkość pośrednią między człowiekiem dzisiejszym a australopitekiem. Tworzył on już społeczeństwa, choć jeszcze niesłychanie prymitywne. Potem był neandertalczyk, aż wreszcie może jakieś 70 tysięcy lat temu pojawił się prawdziwy Homo sapiens. Czy w tym przydługim szeregu coraz bardziej podobnych do człowieka form ktoś dostrzega jakiś wyraźny przeskok, mogący być dowodem ingerencji kosmitów? Ja niestety nie dostrzegam.
Oczywiście wobec postępów nauki dawno już odłożono pomiędzy bajki biblijną chronologię głoszącą, że stworzenie człowieka nastąpiło 4 tysiące lat przed naszą erą. Podobnie bajkowy charakter ma legenda o Adamie i Ewie. Niestety, obrazu tego , nie da się rozumieć dosłownie. Wynika to choćby z faktu, że Księga Rodzaju przekazuje nie jeden, a dwa obrazy stworzenia człowieka. W jednym obrazie Bóg na początku stwarza niebo i ziemię, potem w ciągu pięciu dni różne ciała niebieskie, rośliny i zwierzęta, aż wreszcie szóstego dnia stwarza mężczyznę i niewiastę, nadając im władzę nad wszystkim, co uprzednio stworzył. Nawiasem mówiąc, uważam, że właśnie dosłowne rozumienie tego wersetu przyczyniło się do zniszczenia naturalnego środowiska dając powód do zmartwień ekologom. Człowiek dostał od Boga władzę i wykorzystał ją do uczynienia sobie Ziemi poddaną. Skutki tej władzy widzimy w rzekach, w powietrzu i nie tylko tam. Ale odbiegam od tematu.
Drugi opis mówi, że Bóg Jahwe stworzył ziemię i niebo, a na ziemi nie było jeszcze żadnych roślin (ani zwierząt). I wtedy to ulepił Bóg Adama. Potem zasadził ogród w Eden, a gdy Adam zaczął go uprawiać, wtedy dopiero Bóg zaczął stwarzać "wszelkie zwierzęta wodne i wszelkie ptaki powietrzne", przedstawiał je Adamowi, a ten wymyślał dla nich nazwy. Na samym końcu stworzył z żebra Adama pierwszą kobietę.

Czy ktoś umie pogodzić oba opisy? W pierwszym najpierw stworzona jest ziemia, potem rośliny i zwierzęta, na końcu (jednocześnie) Adam i Ewa. Według drugiej opowieści najpierw stworzona jest Ziemia, potem Adam, potem rośliny Edenu, potem zwierzęta, a na końcu kobieta. Ktoś nadal ma ochotę Biblię rozumieć dosłownie? Jeśli tak, to który opis uzna za dosłowny, a który za przenośnię? Bo pogodzić się ich w żaden sposób nie da.
Widzimy więc, że hipoteza astroarcheologów o wpływie kosmitów na powstanie gatunku ludzkiego nie ma podstaw ani biblijnych (skoro Biblia zawiera rażące sprzeczności) ani tym bardziej naukowych. Nigdy nie było ani raju, ani Adama, ani Ewy. Rozwój człowieka zaświadczony odkryciami naukowymi ma zaś charakter stopniowy, a nie skokowy. Nie ma tu miejsca dla kosmicznych bzdur Dänikena.
Każdy, kto wytrwał aż do tego miejsca zauważył na pewno, że wytykając innym nieścisłości sam je popełniam. Przecież Däniken pisze o kilku tysiącach lat, a ja tu operuje setkami tysięcy i milionami! To prawda, trochę przeciągnąłem strunę... Ale tylko dlatego, że wiek Homo sapiens podany przez astroarcheologów jest po prostu kompletną bzdurą. Około 80 tysięcy lat temu rozpoczęło się ostatnie zlodowacenie. Nie było wówczas na Ziemi warunków do rozwoju cywilizacji. Jakieś 10 tysięcy lat temu klimat stał się podobny do dzisiejszego i właśnie wtedy zaczęły powstawać zaawansowane społeczeństwa ludzkie. Czyżby konieczne były do tego ufoludki? Na Bliskim Wschodzie pojawiło się rolnictwo. Około roku 8500 p.n.e. (dziesięć i pół tysiąca lat temu) rolnicy z Palestyny zbudowali pierwsze miasto - Jerycho. Dwa tysiące lat później (wciąż przed datą ustaloną przez Dänikena) założono w Turcji miasto Çatalhöyük, pięciokrotnie większe niż Jerycho. Znaleziono w nim mnóstwo zabytków malarstwa i rzeźby, istniała również religia związana z kultem byka. I to wszystko mieliby zrobić 'półdzicy'? Aby całkiem dobić zwolenników kosmicznych bzdur astroarcheologów dodam, że piękne rysunki na skałach ludzie wykonywali już 30 tysięcy lat temu (Altamira w Hiszpanii), a rzeźbili figurki kultowe 25 tysięcy lat temu. Jeżeli ktoś mimo wszystko uważa, że to Däniken ma rację, niech wyjaśni, co tak naprawdę zmieniła ta niby-interwencja kosmitów? Co takiego nowego pojawiło się, czego nie byłoby w formie prostszej już wcześniej? Czy po okresie kompletnego zastoju nastąpił bujny rozwój w jakiejkolwiek dziedzinie? Jeśli tak, to w jakiej?
Ktoś, kto zna dobrze historię, powie może, że tak naprawdę zaczęła się ona w Mezopotamii 6 tysięcy lat temu, a co było wcześniej, tego nikt nie wie. Dolinę Tygrysu i Eufratu zamieszkiwali wówczas poprzednicy Akadów (Babilończyków) - Sumerowie. Swoją wiedzę i umiejętności przejęli rzekomo od niejakiego Oanesa, pół-człowieka, pół-ryby. Oczywiście astroarcheolodzy orzekli zgodnie, że był to kosmita. I cóż takiego nauczył on prymitywnych Ziemian? Czyżby rolnictwa? Chyba nie, skoro znano je już co najmniej 5 tysięcy lat wcześniej. Może sztuki wznoszenia z domów z gliny? Też mi pomysł: kosmita i domy z gliny. Zaznaczę, że potężne mury Niniwy i świątynie Babilonu zbudowano o wiele później. A może Oanes nauczył ludzi pisma? Faktycznie, Sumerowie są pierwszym znanym ludem potrafiącym utrwalać swoje myśli na glinianych tabliczkach. Ich pismo klinowe było ogromnie skomplikowane. Znaki oznaczały niekiedy poszczególne litery, częściej całe sylaby lub wielosylabowe wyrazy. Często zapis przypominał dzisiejszy rebus, a właściwej treści trzeba się było domyślać. Pierwotnie, w epoce Sumerów pismo klinowe składało się z obrazków, później dopiero tak je uproszczono i zniekształcono, że nie przypominały już niczego konkretnego, tak jak nasze litery. Dlaczegóż to ów mocarny kosmita zamiast nauczyć ludzi alfabetu złożonego z dwudziestu kilku prostych do zapamiętania liter kazał im uczyć się setek, a może i tysięcy różnych skomplikowanych obrazków dla zapisania ich słów? Ja nie mogę tego jakoś pojąć.
image009mhi
Archeolodzy (bynajmniej nie astroarcheolodzy) ustalili, że kultura Sumerów nie wyrosła z niczego. Przed nimi w Międzyrzeczu mieszkali twórcy kultury El-Obajd, Protosumerowie. Choć pod pewnymi względami byli to jeszcze ludzie epoki kamiennej, oswoili oni już bydło, uprawiali rośliny, potrafili wytapiać miedź. Ci Protosumerowie też nie byli rdzennymi mieszkańcami Mezopotamii, przybyli najprawdopodobniej z Indii, a więc od południa, od strony morza. Przynieśli oni koczowniczym wówczas Sumerom wysoką jak na owe czasy kulturę, stąd być może potraktowano ich jako bogów, którzy wyszli z wody i byli nauczycielami ludzi. Czy taka hipoteza nie wydaje się sensowniejsza niż powoływanie się na kosmitów?
A może dowodem ingerencji kosmitów w historię są egipskie piramidy? Niestety, i tu moja odpowiedź brzmi "nie". Tu chciałem podjąć rzeczową dyskusję z Quetzalcoatlem. Po pierwsze, co jest bardzo istotne pisze on wyłącznie o piramidzie Chufu (Cheopsa), a przecież jest wiele innych piramid. Wobec tego cała przytoczona 'piramidologia' polegająca na manipulacjach liczbowych z wymiarami jednej z piramid (co z tego, że największej?) nie ma żadnego głębszego znaczenia. Nie można jej odnieść do wszystkich piramid, a tylko do tej jednej. Ponadto dziś piramida Chufu jest już mocno nadgryziona zębem czasu. Pierwotnie była trochę wyższa, pokryta była ponadto białymi płytami wapienia, tzw. licówką. Jej prawdziwych wymiarów zatem nie znamy, możemy je tylko oszacować z grubsza. A to nas chyba nie upoważnia do stwierdzeń, że w wymiarach piramidy zakodowana jest z wielką dokładnością liczba pi czy promień Ziemi.
Wszystko, co napisano o rzekomych tajemnicach piramid byłoby może i interesujące, gdyby nie fakt, że od dawna wiemy jak, dlaczego i kiedy powstały piramidy. Pierwszą piramidę wybudował w Sakkara dla króla Dżosera niejaki Imhotep (uznany zresztą później za boga), około roku 2630 p.n.e. Powstała w wyniku licznych zmian do projektu niskiego grobowca z płaskim dachem. Jest to piramida schodkowa, jeszcze stosunkowo niewielka. Później zbudowano szereg ogromnych piramid o 'normalnym' kształcie. Sztukę budowania piramid jako monumentalnych grobowców zachowali dłużej od Egipcjan Kuszyci, mieszkańcy Nubii, aż do przełomu starej i nowej ery. Tyle tylko, że ich piramidy to właściwie piramideczki.
Wiemy też sporo o sztuce budowy piramid. Przy piramidzie Venisa w Sakkara znaleziono płaskorzeźby przedstawiające transport olbrzymich bloków, bynajmniej nie z pomocą kosmitów. Na fresku z grobowca faraona Dhutihotepa widzimy 172 robotników ciągnących wielotonowy blok kamienny. Szereg papirusów zawiera informacje o pracy w kamieniołomach. W Deir el-Bahari polscy archeolodzy znaleźli oryginalną linę grubości 3 cm, nadającą się do ciągnięcia bardzo ciężkich przedmiotów. Wiemy też, że sezon budowlany trwał w Egipcie ok. 100 dni, tj. przez czas wylewu Nilu. Rozważania o niemożności wykarmienia rzeszy robotników zatrudnionych przy budowie piramidy nie mają więc głębszego sensu. Przecież piramidy budowali egipscy chłopi, bezrobotni w czasie zalania ich pól przez wody niosące żyzny muł. Gdyby nawet zamiast budować piramidę siedzieli wtedy w domu, też przecież coś musieliby jeść! A przy tym mogliby z braku innego zajęcia planować jakiś spisek przeciw faraonowi lub kapłanom. To chyba wyjaśnia następną zagadkę - dlaczego budowano piramidy. I faktycznie, gdy następcy Chufu, Chefrena czy Mykerinosa zaniechali budowy olbrzymich grobowców, krajem zaczęły wstrząsać różne konflikty. Czy wobec wszystkich tych faktów nadal ktoś będzie upierał się przy potrzebie zaangażowania kosmitów do budowy piramid?
Na powyższych przykładach starałem się wykazać, że jeśli nawet kosmici ukazywali się czasem Ziemianom w czasach historycznych, to ich wpływ na rozwój cywilizacji ludzkiej wydaje się co najwyżej znikomy, a najpewniej żaden. Gdybyśmy jednak doszli do wniosku, że jest inaczej, należałoby jeszcze wtedy wyjaśnić, jak to jest, że kiedyś kosmici sterowali nami jak marionetkami, a teraz jakoś siedzą po cichu i nie wtrącają się do nas wcale. Może ktoś postara się wyjaśnić ten problem.
PS. Przy pisaniu tego "przekróciutkiego" artykuliczku korzystałem z szeregu książek:
- E.von Däniken "Wspomnienia z przyszłości"
- M.Łukasiewicz "Däniken i inni"
- A.Kondratow "Zaginione cywilizacje"
- G.Parker "Ilustrowana historia świata", "Pismo święte"
Autor: Sherlock


Komentarze
Podejrzewam , że ludzie którzy zbudowali Puma Punku byli bardziej zaawansowani od nas, że również byli na Księżycu i tam zostawili swoje pozostałości aż w pewnym momencie inna cywilizacja musiała to ukrucic i to była właśnie ta wojna o której wspominają starożytne księgi. Ludzie zostali zrestartowani bo pomimo bardzo zaawansowanej technologii nie mieli szans w starciu z "Kosmitami"
RSS feed for comments to this post.