
Nazajutrz wczesnym rankiem, zarządzający ranczem William "Mac" Brazel odkrył sporo dziwnych szczątków rozrzuconych na dość dużym obszarze. W kilka dni później pojechał do Roswell i powiadomił o znalezisku szeryfa George'a Wilcoxa. Ten z kolei skontaktował się lotniskiem wojskowym w Roswell, gdzie stacjonowała elitarna, 509. Grupa Bombowa, pierwsza na świecie lotnicza jednostka nosicieli broni atomowej.
Major Jesse Marcel, oficer wywiadu w jednostce, oraz kapitan Sheridan Cayitt, oficer kontrwywiadu, udali się w towarzystwie Maca Brazcla pod wskazane miejsce.
Tam odkryli sporych rozmiarów wrak. Marcel zeznał, że obszar o długości trzech czwartych mili i szerokości dwustu-trzystu stóp pokrywały ogromne ilości niezmiernie lekkiej i mocnej substancji.
W innym wywiadzie (w 1979 roku) Marcel opisywał, jak bezskutecznie próbował złamać lub naciąć ów niezwykle lekki i cienki metal. długi na dwie, szeroki na jedną stopę: "Próbowałem to złamać, ale się nie dało. Usiłowaliśmy nawet nacinać tę substancję szesnastofuntowym młotem kowalskim, nie pozostał jednak nawet ślad. [...] Można było to lekko zginać w tę i z powrotem, nawet się marszczyło, a później wracało do poprzedniej postaci. [...] Powiedziałbym, że to był jakiś metal o właściwościach plastiku". Marcel był przekonany, że substancja ta nie pochodziła z balonu meteorologicznego lub czaszy radaru.
Teren wokół Corony został otoczony przez wojsko. Wszczęto intensywne poszukiwania resztek wraku. Baza w Roswell wydała dla prasy oficjalne oświadczenie, podpisane przez pułkownika Williama Blancharda, dowódcę 509. grupy bombowej. Walter Haut, w owym czasie oficer prasowy, powiedział udzielając mi wywiadu: "Pułkownik Blanchard zawezwał mnie do swego biura. Podał podstawowe fakty, które jego zdaniem powinny znaleźć się w serwisach informacyjnych [...] - że mamy w posiadaniu latający spodek. Zarządca rancza przyniósł części do biura szeryfa. Materiał wysłano samolotem do generała Rameya, głównodowodzącego 8 Jednostki Sił Powietrznych".
Majorowi Marcelowi polecono załadować szczątki wraku na B-29 (jeden z kilku samolotów, które podobno transportowały materiał z lotniska wojskowego w Roswell) i przesłać do badania w bazie Wright Field (obecnie baza lotnicza Wrieht-Patterson), w Dayton, w Ohio. Podczas międzylądowania w Fort Worth (później baza sił powietrznych Carswell), w Teksasie (dowództwo 8. Jednostki Sił Powietrznych), opiekę nad przesyłką przejął generał Roger Ramey. Zabronił Marcelowi i innym osobom znajdującym się na pokładzie samolotu rozmawiania na ten temat z reporterami. 
Audycję informacyjną radia Albuquerque. podającą opisująca tę fantastyczną historię za prasą, przerwano, a radiostacja, ktora ją nadawała, a także inne rozgłośnie otrzymały zakaz kontynuowania programu: "Uwaga Albuquerque.. przerwać transmisję. Powtarzam: przerwać transmisję. Kwestia bezpieczeństwa narodowego. Nie transmitować. Czekać..."

